Dzika przyroda, wapienne skałki, kamieniołomy, urwiska, potoczki, jaskinie, umocnienia i koszary stanowiące cześć Twierdzy Kraków, 34 hektary raju dla eksploratorów, wspinaczy, spacerowiczów, biegaczy, cyklistów i to wszystko zaledwie 3 km od Rynku Głównego… To idealne miejsce na wędrówkę o każdej porze roku i podziwianie widoków na Kopiec Kościuszki, Wisłę i stare miasto. Czy to magia? Nie, to Skałki Twardowskiego, czyli nasz krakowski Hogwart. Jak głosi legenda w tym miejscu nasz polski mistrz magii miał swoją szkołę czarodziejstwa, ale pewnego razu przy mieszaniu tajemniczych ingredientów coś poszło nie tak. Nastąpiło wielkie bum, laboratorium eksplodowało i tak oto powstał ten piękny krajobraz. Laboratorium, czyli Jaskinię Twardowskiego odkryto w XIX wieku, gdy na okolicznych terenach funkcjonował kamieniołom. Grota posiada 3 otwory wejściowe, 30 metrową komorę i labirynt rurkowatych korytarzy o łącznej długości 500 m! To piąta co do wielkości jaskinia Jury i prawdziwe wyzwanie dla eksploratorów trzewi matki Ziemi. Przeciskanie się, wciskanie, pełzanie, czołganie, ślizganie muszę jednak odłożyć na niewiemkiedy, bo dochodzący ze środka zapaszek i intensywne zaśmiecenie, zniechęciły mnie skutecznie. Acha, do eksploracji kawerny zapomniałam jeszcze zabrać najważniejszej rzeczy – latarki. Widać speleologia to nie moje przeznaczenie, więc chodź, opowiem ci bajeczkę, bajka będzie dłuuuuga…

Wiele wieków temu w Krakowie żył pewien szlachcic, człowiek wykształcony, kochający naukę, ale nade wszystko magię i alchemię. W zamian za wielką wiedzę i znajomość czarów, pakt z diabłem, własną krwią pisany, zawarł. Jeden z paragrafów mówił o tym, że diabeł może zabrać jego duszę do piekła jedynie w Rzymie, ale to nie było na jego Bucket liście. Pewnego dnia jednak trafił do karczmy nie wiedząc, że „ta karczma Rzym się nazywa” no i zaczęła się jatka. Diabeł capnął jego ciało i duszę jego i ponawigował w kierunku piekła. Mistrz Twardowski w końcu nie w ciemię bity, zaczął odmawiać zdrowaśki, zawodzić kościelne songi wskutek czego czarta diabli wzięli a Twardowski dosiadłszy swojego zaczarowanego koguta, poszybował w niebo. Podobno rezyduje na Księżycu, ale tęskni za Krakowem, wypuszcza więc raz na miesiąc swojego służącego – pająka, aby ten zebrał najświeższe ploteczki z Krakowa.

Postać polskiego Fausta wzorowana jest prawdopodobnie na jednym z czarnoksiężników króla Zygmunta Augusta, który zrozpaczony po śmierci swej młodej małżonki otoczył się astrologami, alchemikami i magami. Jan Twardowskim miał rzeczywiście istnieć i przypisywane mu było wywołanie ducha zmarłej Barbary Radziwiłłówny dzięki zastosowaniu magicznego lustra (obecnie zwierciadło znajduje się w zakrystii kościoła w Węgrowie).

Niemieccy badacze uważają, że Jan Twardowski był Niemcem, uczniem Fausta i studiował w Wittenberdze magię, która w tych czasach była nauką równorzędną do wszystkich innych. Wysuwają przypuszczenia, że naprawdę nazywał się Laurentius Dhur, a jego nazwisko można tłumaczyć na polski z niemieckiego i łaciny jako „Twardy” albo „Twardowski”. Do Polski przybył w połowie XVI wieku, aby zainteresować swoimi usługami możnowładców i króla Zygmunta Augusta u którego został nadwornym magiem i koniuszym litewskim. Kilkadziesiąt lat później Joachim Possel, lekarz rodzinny Zygmunta III Wazy, nazywa Twardowskiego kuglarzem, a nie magiem, ale w ten sposób pośrednio potwierdza jego istnienie.

Kraków jest miejscem, gdzie przetrwało najwięcej historycznych pamiątek po Mistrzu, więc miłośnicy magii mogą udać się na magiczny spacer szlakiem Pana Twardowskiego, bo oprócz skałek jego imienia pojawiają się też inne lokalizacje. Podobno mieszkał w kamienicy Pod św. Janem Kapistranem na rogu Rynku Głównego 26 i Wiślnej 2. Pierwsza “prawdziwa” pracownia maga, zwana Katedrą Twardowskiego, mieściła się w skałkach Krzemionek Podgórskich, w obecnym parku Bednarskiego. W 1880 roku, w czasie wysadzania skał pod fundamenty kościoła św. Józefa, otwarła się nieznana dotąd grota, w której znaleziono wyraźne ślady działalności człowieka i prac alchemicznych. Z kolei na Kopcu Krakusa nasz mag prowadził badania i eksperymentował…

Skałki Twardowskiego na Zakrzówku stanowią część starego kamieniołomu i dziś urzędują tu wspinacze, a nie czarodzieje. To niesamowite miejsce z ogromnymi wapiennymi ścianami, na których wytyczono drogi wspinaczkowe wyposażone w stałą asekurację, ćwiczą tu początkujący a eksperci szlifują formę przed ekstremum. W innej części Krzemionek Zakrzowskich, gdy zaprzestano wydobycia, wielkie zagłębienie wypełniła woda. I tak Skałki Twardowskiego przyciągają miłośników wspinaczki, a zalew Zakrzówek – nurków. To prawdziwe perełki w krajobrazie Krakowa.

PS.

Gdyby ktoś nie pamiętał lub znał jakąś inną wersję przypominam, że to Twardowski usypał Pustynię Błędowską.

Magiczne Skałki Twardowskiego