Ozette Loop lub Ozette Triangle, to mój ulubiony szlak i ukryty klejnot w Parku Narodowym Olimpic. To dwie wędrówki w jednym: leśny spacer i spacer po plaży, w sumie 9,4-milowa pętla, a właściwie trójkąt idealny (3 x 3 x 3 mile). Dwie oddzielne trasy biegną przez gęste lasy przybrzeżne, łączą się na plaży nad oceanem i tworzą pętlę w kształcie trójkąta. Zapętliliście się już?

Nasza przygoda zaczyna się na stacji rangerów, za którą znajduje się omszały most nad rzeką Ozette. Po chwili docieramy do skrzyżowania dwóch szlaków, z których jeden kieruje się na północ do Cape Alava, a drugi na południe do Sand Point. Wybieramy ten drugi. Początkowo idziemy przez gęsty matecznik unikalnym chodnikiem zrobionym z cedrowych desek i zaprojektowanym tak, aby wędrować przez bagniste tereny szlakami rdzennych Amerykanów i pierwszych osadników. Droga z desek jest na prawdę fajna.
Nadbrzeżny las jest niesamowicie piękny, to rzeczywiście magiczne miejsce. Podziwiamy więc ogromne cedry i świerki, wiecznie zielone paprocie i gęste zarośla a unikamy… śmiertelnie trującej cykuty. Tradycja literacka głosi, że został nią otruty m. in. Sokrates, a Agata Christie w powieści Pięć małych świnek poświęciła jej duuużo miejsca. Nie zamierzaliśmy konsumować żadnej cykuty zwanej potocznie szaleńcem, bo przygotowaliśmy pyszne kanapki, które chcieliśmy pochłonąć na pikniku na plaży. Człapiemy więc dalej, a szlak wije się wśród starych drzew, czasami wychodząc na trawiaste prerie upstrzone niebieską goryczką i kapustą skunksową.

Po 3-milowej leśnej ekspedycji czas na 3-milowy przemarsz po plaży.

W zależności od przypływu idzie się wąskim lub szerokim pasem wybrzeża, po piasku, po kamieniach, po skałach lub po drzewach, które dryfowały po morzach i oceanach, aby swą ostatnią przystań znaleźć właśnie tutaj. Spacery z przeszkodami to dla mnie najlepsza zabawa, chociaż zwykle trwa dłużej niż planuję.

Po drodze widzimy kilka namiotów rozbitych wśród drzew, ale aby tu się rozbić trzeba mieć pozwolenie, które odpowiednio wcześniej załatwia się tutaj.

Kierując się na południe, przechodzimy obok kilku imponujących formacji skalnych, od czasu do czasu wspinamy się na wielkie głazy, obchodzimy stosy zwalonych drzew, balansujemy na śliskich kamieniach i brodzimy wśród wodorostów. Chociaż mgła ściele się gęsto to na skalistych wysepkach wypatrujemy lwy morskie i wydry, z kolei nas obserwują siedzące na drzewach orły. I tak plażą docieramy do Sand Point, miejsca słynnego ze skały, na którą można się wspiąć.

Droga powrotna to znów spacer drewnianą promenadą wśród olbrzymich cedrów, gęstych paproci i mchu ociekającego wilgocią.

Cały szlak to bardzo łatwa wędrówka w oszałamiającej scenerii a panująca mgła dodaje mistycyzmu surowym krajobrazom olimpijskiego wybrzeża.

Jeśli kiedyś zaplanujecie tu nocleg pod namiotem to pamiętajcie, że wszystkie artykuły spożywcze i śmieci muszą być przechowywane w zatwierdzonym przez park kanistrze. Mądre szopy z okolicy już dawno zorientowały się jak działają zatrzaski, zamki błyskawiczne i plastikowe pokrywy. Tzw. niedźwiedzie kanistry są dostępne do wynajęcia po odebraniu pozwolenia na kemping.

Ozette – trójkąt idealny