„Niech do 30. roku życia złoży egzamin z języka polskiego i historii Polski. Niech wychowany będzie tak, aby czcił narodowość polską, swoje nazwisko polskie i pochodzenie polskie. Niechaj nigdy nie wstępuje do służby państwowej w Prusiech i niechaj nigdy nie zaślubi osoby, która do biurokracji pruskiej należy”…

Alfred von Olszewski pruski oficer i szlachcic o polskich korzeniach, takim oto nietypowym testamentem zapisał się w historii, a wszystko to pod wpływem powieści Henryka Sienkiewicza…

Testament von Olszewskiego wywołał szok i zaskoczył nie tylko wdowę po nim, niemiecką baronównę Gabrielę von Zedlitz und Neukirch, ale przede wszystkim samego Sienkiewicza. O tym, że jakiś Prusak chce oddać mu majątek, pisarz dowiedział się… z gazety.

Wdowa próbowała obalić testament męża, ale po niepowodzeniu podjęła pertraktacje z Sienkiewiczem, który zrzekł się majątku i powiedział, że nie można nikogo namawiać do zmiany narodowości grożąc mu utratą ojcowizny.

Syn Alfreda – Bolesław Bogdan zmarł młodo i bezpotomnie, a majątek po nim odziedziczyła jego siostra – Draga; pałac w rękach rodziny pozostawał do czasów II wojny światowej, podczas której został zniszczony. Na przemian opuszczony i zamieszkały, od 1995 roku stał się własnością prywatną. Szkoda, że nie można go zwiedzać, ale i tak zza krat cieszy oko wspaniały ogród, odrestaurowany budynek i fasada w kolorze pompejańskiego różu. Qué bello!

Wieś Warmątowice na pamiątkę tego nietuzinkowego wydarzenia historyczno-literackiego od 1998 roku nazywa się Warmątowice Sienkiewiczowskie.

Takie niezwykłe historie towarzyszyły nam w czasie dłuuuugiego weekendu na Dolnym Śląsku.

Cztery dni intensywnej eksploracji zamków i pałaców, na każdym kroku Bolko, Schaffgotschowie, górskie panoramy i kwitnące pola rzepaku, a to i tak wierzchołek góry lodowej tego pięknego regionu Polski.

Oto nasz nieskomplikowany, ale przemyślany plan na eksplorację Dolnego Śląska, kopiujcie i zwiedzajcie do woli.

Środa – dzień 1 (relacja na blogu wkrótce)

Zaczynamy dzień od wspinaczki na idealnie wkomponowany w skały zamek Bolczów w Janowicach Wielkich, następnie udajemy się do Miedzianki – górniczego miasteczka, które dosłownie zapadło się pod ziemię… Tam nawarzyliśmy sobie trochę piwa i obraliśmy kierunek na zamki i pałace w Karpnikach, Łomnicy, Wojanowie, a także przeszliśmy przez bramę na codzień niedostępną… i tak oto trafiło nam się kuratorskie oprowadzanie po pałacu w Wojanowie – Bobrowie. Trudno było się rozstać z gospodarzem i jego fascynującymi opowieściami, ale musimy jechać dalej, bo dzisiaj śpimy w teatrze, gdyż sam spektakl to dla nas za mało…

Czwartek – dzień 2 (relacja na blogu wkrótce)

Na dzień dobry wita nas pałac w Pakoszowie i jego rozległe łąki, gdzie kiedyś suszyły się płachty świeżo bielonego lnu. Z kawiarenki podziwiamy widok na Śnieżkę i szlifujemy formę na wspinaczkę do zamku Chojnik, który przez kilkaset lat należał do słynnego rodu Schaffgotschów (przy okazji polecam opowieść o śląskim Kopciuszku).

Po pięknych panoramach z zamkowej wieży odpływamy do Pałacu na Wodzie w Staniszowie, a potem w innym Staniszowie spacerujemy po parku i tam rodzi się pomysł, aby jechać jeszcze do Parku Miniatur w Kowarach, gdzie można zobaczyć nie tylko małe budynki, ale także posłuchać opowieści o człowieku z pasją.

Na koniec dnia Browar Roch, piwo sosnowe i historia białego konia, który był czempionem.

Piątek – dzień 3 (relacja na blogu wkrótce)

Ambitny plan – zamek Czocha, runął jak domek z kart. Powód? Kolejka do kasy biletowej na 3-4 godziny stania… Odrzuty z Czochy jadą więc na zamek Rajsko (zamknięty z powodu prywatnej imprezy), a potem na największych w Czechach zamek Frydlant (otwarty, ale na zwiedzanie komnat trzeba czekać trzy godziny).

Jednak ambitny plan podboju Czochy wraca jak mantra i o godzinie siedemnastej ponownie meldujemy się na bramkach i po pięciu minutach w kolejce do kasy wchodzimy na trzy zamkowe dziedzińce, niestety tajemnych przejść nie zwiedzamy, bo na wycieczkę z przewodnikiem trzeba czekać dwie godziny…

Po takim dniu aż prosi się zahaczyć o Lwówek Śląski, gdzie piwo warzone jest od 1209 roku…

Sobota – dzień 4 (relacja na blogu wkrótce)

W lajtową sobotę podziwiamy perłę baroku – bazylikę w Krzeszowie, ale na organowy koncert przyjdzie nam jeszcze poczekać, potem wspinamy się na zamek Bolków i wreszcie stajemy u bram Sienkiewiczowskich Warmątowic. Niestety ten ostatni pałac podziwiamy tylko zza krat, może innym razem…

Dłuuuugi weekend na Dolnym Śląsku